logo

::: SPONSORZY :::

Coca-Cola HBC Polska
www.powerade.pl

Board Travel
www.flow.com.pl

V-tech Sport
www.f2.com.pl

Deemeed
www.deemeed.com

Surmix.com
www.surfmix.com

4xM
 

Giełda Sprzętu Sportowego
www.sport-serwis.lca.pl
 

Windtravel
www.windtravel.pl

Toko

Eurolog
www.eurolog.pl

Salice

Alpine Pro

Tek-Styl

Techcom


::: PATRONAT  MEDIALNY :::

magazyn windsurfingowy

"Surf It"


::: POMIAR CZASU :::

"Lekop" J. Góra


::: ORGANIZACJA :::

Schronisko na Hali Szrenickiej

SurfAkademia, Legnica


::: WYNIKI :::

[ Klasyfikacja generalna ]

[ Windsurferzy ]

[ Reszta Świata ]

[ Kobiety ]

[ Wielka Szrenicka ]


::: STATYSTYKA :::

[ Wykresy ]


:: GALERIA  FOTO :: 

[ Zawody ]

[ Po zawodach ]

[ Pierwszy Dzień Wiosny ]


::: NAGRODY :::

[ lista nagród ]


 

 

III
Windsurfingowe Mistrzostwa Polski w Snowboardzie
***
Szklarska Poręba, Hala Szrenicka 19 marzec 2005


Wiosna w pełni i niektórzy mają już za sobą sporo sesji na wodzie. My nie czekaliśmy na pierwsze wiosenne 4Bf. Zaczęliśmy z grubej rury, organizując po raz trzeci Windsurfingowe Mistrzostwa Polski w Snowboardzie.

Dalczego „Windsurfingowe”? Ponieważ celem imprezy było pokazanie, że zima wcale nie musi być sezonem martwym dla surferów.
Dlaczego „Mistrzostwa Polski”? A dlaczego by nie?
Dlaczego „Snowboardowe”? Ponieważ deska windsurfingowa w ślizgu niewiele się różni od snowboardowej w puchu, czy na trasie boardercrossu.

     Zacznijmy jednak po angielsku – od pogody. Aura była ważnym i jedynym czynnikiem, na który organizatorzy imprezy nie mieli wpływu. Nie martwiliśmy się o śnieg. Pewne było, że nawet kilkunastostopniowe upały nie będą w stanie tak szybko zamienić w wodę rekordowej warstwy śniegu, która na tydzień przed zawodami sięgała powyżej pierwszego piętra schroniska na Hali Szrenickiej [foto]. Nie martwiliśmy się także wiatrem, do którego my windsurferzy jesteśmy przyzwyczajeni. Problem mógł stanowić deszcz i ewentualna gęsta mgła. W piątek, dzień przed zawodami natura była przeciwko nam: na Hali padał deszcz, była gęsta mgła i wiało tak, że gdyby ktoś chciał spróbować w tych warunkach nowego sportu, jakim jest snowkiting [foto] mógłby z powodzeniem zastosować chusteczkę do nosa zamiast latawca. Beznadziejna aura nie przeszkodziła jednak w dotarciu do nas snowboarderom, którzy już w piątek stawili się na Hali Szrenickiej w liczbie przekraczającej ilość wolnych pryczy w schronisku – wielu nocowało na deskach w świetlicy.



Na szczęście prognozy na następny dzień były więcej niż optymistyczne. Nazajutrz pogoda rzeczywiście z każdą godziną stawała się coraz lepsza, a po południu na horyzoncie pojawiło się słońce i zrobiło się niemal bezwietrznie. Niestety, czego można było się spodziewać, piątkowy deszcz i sobotni mróz zrobiły z Hali jedno wielkie lodowisko, co oznaczało poważne kłopoty w przypadku zaliczenia gleby. Zagrożenie stanowili również niektórzy zawodnicy. Oprócz starych wyjadaczy pojawili się także początkujący, w terminologii windsurfingowej zwani „żółtodziobami”, a w snowboardingu „leszczami”. W końcu zawody miały rangę „Mistrzostw Polski”, a to w połączeniu z konkretnymi nagrodami czekającymi na linii mety powoduje, że leszcze z żółtymi dziobami często zostawiają zdrowy rozsądek na linii startu. Oczywiście w tej sytuacji, my jako organizatorzy tego cyrku, nie mogliśmy sobie pozwolić na prawdziwy boardercross. W trosce o bezpieczeństwo zawodników trasa została poprowadzona tak, aby nie była zbyt szybka. Zrezygnowaliśmy również z dziesięciometrowego kickera, którego wyznaczona trasa omijała z daleka.
Ostatecznie wszyscy wykazali się zdrowym rozsądkiem. Obyło się bez strat w ludziach i sprzęcie - wszyscy dobrnęli do mety w całości.



Rozegrane zostały obydwie planowane konkurencje: minibordercross oraz „Wielka Szrenicka”.
Na linii startu do boardercrossu stawiło się 54 zawodników, a wśród nich całe snowboardowo-windsurfingowe klany rodzinne.  Podobnie jak w poprzednim roku trasę pokonywały jednocześnie dwie osoby [foto].

Średni czas wyniósł 00:45,83 min. Tradycyjnie Windsurferzy z czasem 00:39,87 min dołożyli niepływającej Reszcie Świata (00:55,11 min). Najlepszym w klasyfikacji generalnej okazał się Bogdan Gut (00:30,58 min) , który zgarnął główną nagrodę (wiązania z górnej półki Flow Pro S FS) ufundowaną przez firmę Board Travel. Jednocześnie Bogdan był najlepszy wśród pływających. Zwycięstwo w tej kategorii pozwoli mu rozpocząć sezon windsurfingowy w nowym trapezie ufundowanym przez sklep internetowy Surfmix.com oraz gadżetami CocaColi. Na pudle stanęli także: Robert Urbaniak ( drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze wśród niepływających) oraz Maciej Gut Junior (trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej i drugie wśród windsurferów).
W kategorii Pań bez niespodzianek. Na najwyższym podium stanęła, tak jak w poprzednich dwóch edycjach, Paulina Różyło (00:34,86 min). Drugie miejsce zajęła Agnieszka Gut Junior (00:35,05 min), a tuż za nią uplasowała się Adriana Olech (00:35,51 min).



Druga konkurencja polegała na pokonaniu tej samej trasy z kubkiem wypełnionym płynem [foto]. Do wyboru mieliśmy jagodziankę POWERADE sponsorowaną przez CocaColę lub niesponsorowane piwo. Nikt nie prowadził statystyki, ale wyglądało na to, że napój energetyzujący CocaColi cieszył się równym albo i większym powodzeniem niż płyn z pianką. W ubiegłych latach prawie wszyscy dojeżdżali do mety z pełnym kubkiem – wyjątek stanowili ci najbardziej spragnieni, którzy swój kufelek opróżnili w trakcie jazdy lub pechowcy, którzy zaliczyli glebę. Tym razem reguły zostały zaostrzone i uproszczone. Piwo i POWERADE lane były do określonego poziomu i aby wygrać należało w jak najkrótszym czasie dowieźć tyle płynu ile zostało nalane na starcie. Większość zawodników wybrała błędną strategię, próbując za wszelką cenę pokonać trasę w jak najkrótszym czasie. W rezultacie sporo osób zameldowało się na mecie z poziomem płynu poniżej kreski. Jednym brakowało więcej, innym tylko trochę [foto]. Reguły były jednak nieubłagane – uronienie nawet kropli groziło dyskwalifikacją. Niestety nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Aby wygrać bardziej liczyła się rozwaga niż brawura. Jednym z tych, którzy zastosowali „złoty środek” odpowiednio dostosowując prędkość do warunków jazdy, był ponownie Bogdan Gut. Do wiązań wygranych w poprzedniej konkurencji Bogdan dołożył deskę.... [foto] oraz komplet nagród ufundowanych między innymi przez CocaColę.

Nie przewidziano klasyfikacji rodzinnej, ale gdyby taka istniała to bezkonkurencyjnym okazałby się Gut-team, a pod względem liczebności team Stefaniaków (4 sztuki).



Rozdanie nagród odbyło się o 18:30, jak zwykle w schronisku [foto]. Tym razem obyło się bez poślizgu, które trafiały się w poprzednich latach. Pomimo dużej ilości nagród wszystko odbyło się bez większych zgrzytów. Za sprawą wszędobylskiego Batmana [foto] atmosfera przypominała windsurfingowy luz rodem z helskich kampingów, a nie sztywną ceremonię kojarzoną z zawodami rangi „Mistrzostw Polski”. 

Po zakończeniu części oficjalnej najbardziej wytrwali jeszcze raz przypięli deski i poszli wypróbować przy świetle księżyca świeżo wyratrakowaną nawierzchnię Hali. Pozostali wybrali wspólne oglądanie zdjęć na telebimie. Nie obyło się także bez baletów w trakcie, których rozegrane zostały halowe mistrzostwa we fristajlu. Na pierwszy ogień poszły skrzynki z piwem za pomocą, których sprawdzana była wytrzymałość zawodników [foto]. W następnej testowaliśmy najnowsze kaski snowboardowe wyposażone w camelbagi [foto]. W ostatniej konkurencji testowaliśmy narty [foto]. Okazuje się, że narty mają pewne wspólne cechy ze snowboardem – na stoku łamią się równie łatwo jak zapałki, a pod naporem piłki do metalu są wytrzymałe jakby były zrobione z tytanu. Najlepsi w konkurencjach fristajlowych mieli okazję wygrać między innymi elektroniczne tarcze do darta ufundowane przez CocaColę.



Zgodnie z prognozą niedzielny poranek przywitał nas po włosku – za oknem słońce rodem z Val di Sole [foto]. Z godziny na godzinę temperatura rosła, a warstwa ubrań topniała. Koło południa Hala przypominała raczej nadmorską plażę [foto] niż górski stok położony na wysokości 1200 m.n.p.m. Większość przywitała pierwszy dzień wiosny jeżdżąc w T-shirtach lub bikini [foto]. Byli również tacy, którzy poszli o krok dalej i o krok za daleko [foto]. Nie wiadomo czy miała na to wpływ pogoda, czy tzw. zespół dnia wczorajszego, w każdym razie zapas POWERADE’A, który pozostał po imprezie topniał równie szybko jak ubrania [foto]. 

W godzinach popołudniowych rozpoczęła się ewakuacja. Wszyscy z żalem opuszczali Halę. Spora grupa postanowiła jednak pozostać jeszcze na dzień lub dwa pod pretekstem opalenia drugiej połowy twarzy, którą przez całą niedzielę zasłaniały gogle.



Trudno oceniać zawody z punktu widzenia organizatorów. O tym czy impreza wypaliła decydują uczestnicy, a wśród nich jak zwykle znaleźli się obok zadowolonych również malkontenci. W ubiegłym roku pretensje dotyczyły hopek, na których wywróciło się paru nieszczęśników. Także i tym razem w kuluarach schroniska można było usłyszeć mniej lub bardziej absurdalne pomysły organizacyjne. Na przykład padały zarzuty, że jedna osoba zgarnęła najbardziej wartościowe nagrody, a ktoś tam inny dostał dwa pokrowce. Niektórzy z tych, co postawili wszystko na jedną kartę i nie dojechali do mety z pełnym kubkiem, zgłaszali pretensje, że reguły „Wielkiej Szrenickiej” były zbyt rygorystyczne. Padały propozycje, żeby następnym razem wprowadzić kategorie wiekowe. Jednak wszelkie rekordy pobił pomysł wprowadzenia dla aktualnego zwycięzcy kwarantanny w następnych mistrzostwach.
Zawody na Hali mają swoją unikalną formułę, która ulega modyfikacjom, ale nigdy nie będzie przypominała prawdziwych zawodów snowboardowych i nigdy nie zadowoli wszystkich. Na pewno zawsze będziemy premiować najlepszych zawodników. Oczywiście nie uniknęliśmy pewnych wpadek organizacyjnych, jednak było ich mniej niż w poprzednich latach. Czas pokaże czy impreza się udała. Jeśli za rok ci sami malkontenci pojawią się na Hali z nowymi pomysłami, my organizatorzy uznamy ten fakt za bezprecedensowy sukces.

Zawody miałaby zupełnie inny charakter gdyby nie sponsorzy. Od początku jest z nami Deemeed  (poprzednio Loop Performance), a prawie od początku V-tech Sport, reprezentujący w Polsce F2, oraz biuro podróży Windtravel. W tym roku dołączył do nas Board Travel reprezentujący markę Flow oraz sklep internetowy Surfmix.com. Jednym z głównych sponsorów była również CocaCola, promująca napój energetyzujący POWERADE, a patronat medialny objął magazyn windsurfingowy Surf It. Najbardziej jednak obiecujące jest to, że kolejny raz zaufały nam lokalne firmy nie związane ani ze snowboardem, ani z windsurfingiem, których właściciele z wyjątkiem satysfakcji, nie mają praktycznie żadnego interesu inwestując w zawody na Hali. Im właśnie jesteśmy najbardziej wdzięczni.

Już teraz mamy deklaracje nowych sponsorów i nowych rewelacyjnych nagród. Pojawiły się jednak wątpliwości czy robienie imprezy z większą pompą ma sens? Czy gdzieś po drodze nie zniknie luźna atmosfera, którą dotychczas udawało się jakoś zachować podczas tych trzech wspólnie spędzonych weekendów. Nikt z nas, organizatorów nie zaprzątał sobie tym głowy. Pomyślimy o tym w następnym sezonie gdy spadnie pierwszy śnieg. Póki, co zamieniamy deski snowboardowe na windsurfingowe i bawimy się dalej.

Komitet Organizacyjny
SurfAkademia
Schronisko na Hali Szrenickiej


Tradycyjnie na zakończenie imprezy zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie:

W ubiegłym roku nikt nie poradził sobie z pytaniem konkursowym więc tym razem zagadka jest banalna: Co z tym zdjęciem jest nie tak? Oczywiście nie chodzi o to, że jest ono kiepskiej jakości, czy też o to, że numer 15 bardziej zainteresowany jest otwieraniem piwa niż pozowaniem. Zdjęcie wyróżnia jeden szczegół, który zupełnie nie przystaje do rzeczywistości. Wszyscy, którzy jeszcze nie zajarzyli o co biega, mogą dla ułatwienia kliknąć na fotce aby ją powiększyć.


Czas na zastanawianie się upłynął. Wydawałoby się, że z rozwiązaniem nie powinno być problemu, a jednak ... padały różne odpowiedzi, których tutaj nie będziemy cytować. Co nie zgadzało się z rzeczywistością? Jeden z zawodników postanowił się sklonować, a póki co jeszcze tego nikt nie dokonał i miejmy nadzieję nie dokona. Wśród prawidłowych odpowiedzi maszyna losująca wybrała Krzysztofa Sitarka, który od dzisiaj przez równy rok będzie otrzymywał magazyn windsurfingowy Surf It zupełnie za friko. Gratulacje!