I Amatorskie Windsurfingowe Mistrzostwa Polski w Snowboardzie

Hala Szrenicka, 8 marca 2003

   
 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

Prolog

       Dawno, dawno temu, za górami za lasami .... nie, to nie z tej bajki. Całkiem niedawno, bo w sobotę 8 marca 2003 r. na Hali Szrenickiej odbyły się I Amatorskie Windsurfingowe Mistrzostwa Polski. Niestety nikt nie zabrał ze sobą żagla więc musieliśmy zamienić deski windsurfingowe na snowboardowe. 

Jak to zwykle bywa chęć udziału w zawodach wyraziło sporo osób ale gdy nadszedł dzień prawdy część towarzystwa zaczęła szukać różnych wymówek w stylu "imieniny u cioci", "źle się czuję", "nie pojadę bo X nie jedzie", "nie jadę bo Y jedzie", "mam dużo pracy/nauki" i tym podobne dyrdymały. Szkoda bo schronisko w tym czasie przeżywało prawdziwe oblężenie i ci którzy nie zdecydowali się na nocleg na podłodze musieli zostać odprawieni z kwitkiem.  Tradycyjnie, część towarzystwa, która nie zdezerterowała wcześniej, poddała się przed samym startem. Jednym z nich był Herman - wszyscy którzy go znają doskonale wiedzą, że woli on obserwować z boku niż brać czynny udział w jakichkolwiek zawodach.

 

Akcja

Warunki pogodowe nie rozpieszczały nas. Zazwyczaj na imprezach windsurfingowych organizowanych w Polsce, wiatr pojawia się sporadycznie. Tym razem było inaczej. Już w czwartek po południu wichura 8-9 w skali Beauforta wywiała prawie cały śnieg. Na stoku pozostała jedynie gruba warstwa pralodu, który utworzył się tutaj po ostatnim ociepleniu. Na szczęście w piątek i sobotę wiatr był mniejszy, a temperatura wzrosła powyżej 0, na tyle aby dało się jeździć w miarę bezpiecznie .
Nie ma co jednak narzekać na pogodę - czasami nawet spoza chmur wychodziło słoneczko.

Na starcie stanęło 22 zawodników w tym: 12 w kategorii "Pływający", 10 w kategorii "Pływający inaczej" oraz 7 kobiet (tylko jedna niepływająca).

Trzon stanowiła ekipa SurfAkademii Legnica, a na drugim miejscu uplasowała się internetowa grupa dyskusyjna pl.rec.sport.zimowe. Pozostali to osoby nie zrzeszone, które dotarły do nas z różnych zakątków Polski. Wielkie brawa należą się dla Kamila z Zielonej Góry, który przyjechał specjalnie na zawody ale niestety z braku miejsca w schronisku nocował w Szklarskiej Porębie (nagroda czeka na odebranie). Jedynkę z zachowania otrzymuje brygada Alien Riders ze Szczecina, która mimo wcześniejszych szumnych zapowiedzi nie wysłała żadnego reprezentanta (prawdopodobnie zostali zdziesiątkowani przez grypę). Malutki minusik dostał się także ekipie ze spotu w Nysie, która nie zdecydowała się na nocleg na podłodze. 
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie żeby za rok poprawić oceny.

[regulamin]

Pierwszą konkurencję jaką rozegrano był slalom (skrzyżowanie slalomu specjalnego z gigantem). Ze względu na spore oblodzenie trasa została wytyczona tak, aby zawodnicy nie rozwijali kosmicznych prędkości. Za wypożyczenie profesjonalnej bramki z elektronicznym pomiarem czasu zaśpiewano  absurdalnie wysoką kwotę dlatego pomiar czasu odbywał się przy pomocy zwykłego stopera (bez homologacji).

Punktualnie o 12 z minutami na starcie pojawił się pierwszy zawodnik z numerem 2, a po nim startowali kolejni snowboarderzy. Do klasyfikacji liczył się najlepszy czas z dwóch przejazdów. Przed zawodami bukmacherzy byli całkowicie zdezorientowani. W generalnej klasyfikacji nie było zdecydowanego faworyta, którego można było obstawić w ciemno. Wszyscy stawiali na jakiegoś czarnego konia. Wśród pań przewidywano zaciętą i wyrównaną rywalizację.

Klasyfikacja obejmowała trzy kategorie:
"Pływający" - osoby legitymujące się umiejętnością pływania na desce windsurfingowej
"Pływający inaczej" - wszyscy, którzy nie uprawiają windsurfingu (jeszcze)
"Kobiety" - osoby nie będące mężczyznami.

Najlepszy czas spośród wszystkich uczestników uzyskała Paulina Różyło (28.56), wygrywając tym samym w kategorii "Kobiety" oraz "Pływający". W kategorii "Pływający inaczej" rywali zdeklasował Paweł Wróbel, który trasę slalomu przefrunął jak na skrzydłach, uzyskując niewiele gorszy czas od Pauliny (29.18).

Druga konkurencja polegała na przejeździe tej samej trasy z kubkiem wypełnionym piwem (dorośli) lub napojem bezalkoholowym (nieletni). Należało dowieźć do mety jak największą ilość płynu w jak najkrótszym czasie.
Tutaj znowu najlepszą okazała się Paulina dystansując wszystkich facetów. Być może stało się tak dlatego, że część zawodników była tak spragniona, że swoje piwo zaczęła konsumować przed metą. Byli jednak i tacy, którzy z piwem mieli lepszy czas niż bez piwa :).

[oficjalne wyniki]

Poza oficjalną klasyfikacją, na starej skoczni narciarskiej oraz na ławeczkach obok schroniska, w konkurencjach fristajlowych improwizowali grupowicze z internetowej listy dyskusyjnej. Biorąc pod uwagę warunki śniegowe aż trudno uwierzyć, że wszyscy przeżyli. W tych warunkach upadki nie były "wirtualne" lecz jak najbardziej realne. Mimo wszystko tylko jeden "zawodnik" po spektakularnej glebie nie wrócił do schroniska o własnych siłach lecz został odniesiony przez kolegów.

Zakończenie

Wieczorem w schronisku odbyło się wręczenie pucharów oraz nagród ufundowanych przez sponsorów. 

[lista nagród]

Po części oficjalnej wszyscy udali się do swoich pokoi na spoczynek /wersja dla rodziców, żon, mężów, konkubenów i kochanków, którzy zostali w domu/. Wersja prawdziwa wyglądała nieco inaczej